Dario Castagno w swoich książkach - „Za dużo słońca Toskanii” i „Za
dużo wina Toskanii” - odkrywa przed czytelnikami uroki regionu znanego wszystkim
wielbicielom dobrego czerwonego wina – Chianti. Co odróżnia go od innych autorów
z „toskańskiego nurtu”? Jest człowiekiem stamtąd, od dziecka mieszka we
Toskanii, jest członkiem contrady Gąsienicy w Sienie, ma mnóstwo wspomnień i
anegdot związanych z młodzieńczymi przygodami. W ciągu swego
czterdziestoletniego życia wlał w siebie chyba hektolitry napoju Bachusa, o czym
pisze bez żenady, mało tego, skrupulatnie kolekcjonuje najrozmaitsze przysłowia
ludowe związane właśnie z winem. Raczy nimi oczywiście obficie czytelników
przeplatając je najbardziej rozrywkowymi wydarzeniami ze swojego życia, czy jak
sam się wyraził „opowiastkami związanymi z moim opilstwem i kacami”. Do łez
zalewałam się przy relacjach autora ze spotkań z amerykańskimi turystami, nie
grzeszących wiedzą na temat odwiedzanego kraju, a Dario spotykał się z nimi
często, oprowadzając jako przewodnik po swoich ulubionych zakątkach
Chianti.
Fantastycznie
się te opowieści, napisane z dużą dozą humoru, z rozbrajającą szczerością i
autoironią, czyta. Są pochwałą niespiesznego i pogodnego stylu życia.
W książce „Za
dużo wina Toskanii”, w rozdziale zatytułowanym „Dobrze naoliwiony”, autor
przestrzega czytelników przed oszukanymi oliwami, na co i my
wielokrotnie zwracaliśmy i wciąż zwracamy uwagę:
„Na terenie
Chianti istnieją wielkie firmy hurtowo skupiające tańsze oliwy
spoza granic kręgu, a potem na miejscu napełniające nimi butelki
i naklejające na nich etykietkę z napisem >>Butelkowano w
Chianti<<, co ma przekonać konsumenta, że kupuje produkt lokalny”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz